Kompetencje miękkie, które nigdy nie wyjdą z mody

Dzisiaj wpis optymistyczny, dla wszystkich, którzy wyruszą w świat studiów, dorosłego życia i nie wiedzą, co chcą robić 🙂 Kiedy  w 2014 roku usłyszałam na zajęciach dotyczących edukacji, że w 2050 roku będzie 60% nowych, dotychczas nieznanych stanowisk pracy- pomyślałam „no way”- nie ma mowy, nie wierzę. Jak to jest możliwe? Czego mamy się uczyć? Ale później zapomniałam o tych rewelacjach. Kilka tygodni temu, pracuj.pl również ogłosiło takie rewelacje i pomyślałam, że faktycznie może to jest realne? Czego się uczyć, jak przygotować się, by poradzić sobie bez „wyuczonego zawodu?” (studia humanistyczne w 80% nie uczą żadnego zawodu, niestety).

Trzeba postawić na tzw. umiejętności/kompetencje miękkie. Musimy nabyć pewnych cech, które pozwolą nam odnaleźć się w każdej sytuacji. Co jest najważniejsze? Nie wiem, ale wiem, na co trzeba kłaść nacisk.

Inicjatywa własna, otwarty umysł i energia do działania– musimy wiedzieć, że im więcej damy od siebie, im bardziej się staramy, tym więcej możemy osiągnąć. Nie bójmy się działać, możemy wiele się nauczyć! Jeśli czekamy, że coś spadnie nam z nieba, to powodzenia 🙂

Zaangażowanie, odpowiedzialność– jeśli mam coś robić byle jak, to nie robię tego wcale. Jeśli będzie podchodzili tak do zadań, uwierzcie, ktoś to zauważy i doceni!

Komunikacja – temat rzeka…wiem. Ale trzeba być otwartym, osoby, które siedzą cicho pewnie nie zostaną zauważone. Nie mylić tego z arogancją. Nikt nie lubi osób, które są „za bardzo do przodu” (mylę się?)

Nie bądźmy antyspołeczni. A przykładów osób, które takie są jest wiele… Wystarczy przejechać się w godzinach porannych tramwajem w Krakowie. Dla mnie przerażające jest to, jak widzę postawy osób młodych, wszędzie, naprawdę wszędzie.. Sorry, ale jeśli pchasz się na ludzi, jesteś skrajnie zmęczony po przystanku stania i rzucach się przed dziewczynami na wolne miejsce lub siedzisz z skraja i blokujesz komuś wejście, to  mam już wyrobione zdanie na Twój temat 🙂 Wszyscy żyjemy obok drugiego człowieka. Ludzi przybywa, miejsca na Ziemi, niestety nie. Jesteśmy „skazani” na siebie w pracy i poza nią. Pamiętajmy o tym! 🙂

Continue Reading

Pojedynek Dawida z Goliatem

Jeśli chodzi o pielęgancję i makijaż jestem minimalistką. Patrzę przede wszystkim na jakość produktu, skład i wydajność. Czasami jednak zdarza mi się poszaleć i kupić coś, co jest strzałem w 10! Przy okazji gwiazdki i świątecznych prezentów chciałam kupić sobie lepszy tusz do rzęs. Nie mam żadnych wygórowanych oczekiwań jeśli chodzi o tusz – wydłużenie i pogrubienie. Dodatkowo nie może się sypać po kilku godzinach. Nie wyobrażam sobie spotkania z kandydatami z wielką „pandą” pod okiem…

Na początku grudnia, po wcześniejszym przygotowaniu się (tysiące opinii, stron itd) poszłam do Sephory aby przyjrzeć się z bliska droższym tuszom. No i patrzył na mnie, piękny, w  złotym opakowaniu, tusz YSL. Wyglądał naprawdę szykownie, również szczoteczka wydawała mi się odpowiednia. Wzięłam, prezent dla samej siebie został zapakowany i czekał na odpowiednią chwilę. Jak skończyła się ta historia? Hmmm…. Tak, że tydzień po rozpakowaniu poszłam do Rossmana i kupiłam tusz za 10 zł 😀 Szczegółowe porównanie znajdziecie poniżej:

 

Sprawca zamieszania! YSL, Volume Effet Faux Cils, black- cena ok 140 zł.

Plusy:

– fajna konsystencja, pierwszy raz spotkałam się z takim silikonowym wykończeniem, dla mnie mega fajne;

– piękne, poreczne opakowanie;

– praktyczna szczoteczka;

– tusz nie pozostawia grudek, nie skleja rzęs.

Minusy:

– nie jest wytrzymały, po 5 godzinach mam pod oczami „pandę”

– pierwsza warstwa tuszu nie daje efektu „WOW”, dopiero druga, ale wtedy czuję się jak wymalowany klaun, więc to nie dla mnie!

– jak na cenę, nie ma w ogóle szału.

 

Jest i on! Lovely,Curling Pump Up Mascara, black- cena ok. 10 zł.

Plusy:

– idealnie sprawdził się na moich rzęsach, już pierwsza warstwa daje efekt, jakiego oczekuję; moja mama, która jest bardziej wymagająca ode mnie, również była zaskoczona;

– szczoteczka zupełnie inna niż w pierwszym przypadku, ale jak dla mnie jest okej;

– cena, za taką cenę nie spodziewałam się takiego efektu.

Minusy:

– jeśli komuś zależy na trwałości, to nie trafił dobrze- efekt „pandy” również się pojawił;

– opakowanie jest dość rzucające się w oczy.

 

Jeśli komuś miałabym polecić któryś z tych tuszy, z ręką na sercu, to wybór padłby na Lovely- pozytywne zaskoczenie za 10 zł. Która z nas nie lubi takich perełek?! Ja natomiast będę szukać dalej fajnego tuszu z wyższej półki, jestem pewna, że taki istnieje i że na niego trafię!

A może wy macie jakieś produkty godne polecenia? 🙂

Continue Reading

Korporacja – nie taki diabeł straszny?

XXI wiek oprócz szaleństwa na punkcie Hello Kitty i zdrowego  jedzenia, przyniósł wiele zmian na rynku pracy. Wiele się słyszy o tym, że wielkie firmy, korporacje wykorzystują pracowników. Czy to czarny PR, czy rzeczywistość? 3/4 moich znajomych pracuje aktualnie w korporacjach w Krakowie. Są to różne stanowiska, od team leadera do „zwykłego pracownika”. Ich odczucia są  różne, co do organizacji pracy/ stanowiska i innych pracowników,  ale w ich wypowiedziach przeważają pozytywne opinie. Praca  biurowa, czy przy komputerze nie jest dla każdego. Są osoby, które po prostu męczy, sa też osoby, które znajdują w niej jakieś ciekawe aspekty i nie narzekają. Moi znajomi na szczęście zaliczają się do grupy, która wie, że praca to tylko część życia, która pozwala wieść ciekawe życie, podróżować i wyjść co jakiś czas do teatry, kina, czy na piwo. Nie narzekają, widzą pozytywy i doceniają pracodawcę 🙂

Jakie plusy ma praca w korporacji?

  1. Atrakcyjne wynagrodzenie- nie ma co ukrywać, w korporacji po prostu zarobisz więcej, niż w małej firmie na podobnym stanowisku. Do tego prywatna opieka medyczna, premie, podwyżki.
  2. Ciekawe benefity- karta Multisport, leżaki w biurze, czy dofinansowanie obiadów to w takich miejsach norma! 🙂
  3. Możliwość rozwoju, wewnętrzny system awansu, konkursy na dane stanowisko.
  4. Przejrzystość struktur- każdy ma określone zadanie, pracuje się najczęsciej w zespołach.
  5. Nie ma osób marnujących tlen- nic nie wkurza bardziej, niż niewłaściwa osoba na niewłaściwym miejscu. Jeśli nie jesteś dobry, to po prostu Cię nie ma. Jak dla mnie ogromny plus. Przychodzimy do pracy, żeby pracować. Dostajemy za to pieniądze. Jeśli ktoś marudzi na to, że ma w pracy 30 minut przerwy i co godzinę  musi odejść od komputera na 30 minut, to może nie powinien pracować?

Wszystko oczywiście zależy od danej firmy. Wiem, że zdarzają się miejsca, gdzie po prostu źle się dzieje. Ale nie rozumiem takiej nagonki na WSZYSTKIE korporacje. Jeśli widzę, że w mojej firmie źle się dzieje, pracownicy nie mają żadnyc praw- to zgłaszam to do odpowiednich organów i już 🙂 Nie każda korporacja wyzyskuje ludzi. Nie każdy team leader jest niekompetentny. To bardzo krzywdzące przekonania, które zrobiły czarny PR.

A wy macie jakieś zdanie na temat korporacji?

Continue Reading

Must have – torebka z łańcuszkiem

Pierwsza, środkowa- Mango  Banana- Zara  Różowa- KARL LAGERFELD   Romantyczna-  Love Moschino

To nie jest tak, że jestem uzależniona od zakupów. To wcale nie jest tak… Ale gdy zobaczę, coś pięknego i praktycznego (okej, w połowie praktycznego i tak, na pewno tego potrzebuję!), od razu wpadam po uszy i muszę to mieć. Tak się stało, kiedy zobaczyłam nową kolekcję  torebek Gucci… Ale, że na głowę jeszcze nie upadłam (tzn. ktoś nie pozwolił mi upaść :D), to szukałam zamiennika, który chociaż w 10% zbliży mnie do torebkowego raju. Powyższe zestawenie przedstawia 5 torebek, które wpadły mi w oko. Wszystkie są z łańcuszkiem, co absolutnie dodaje im uroku. W zależności od naszych potrzeb i stanu portfela, możeby wybierać w modelach mniejszych, większych, tańszych i oczywiście droższych 🙂 Dla mnie wyznacznikiem jest szaleństwo- im bardziej udziwniona torebka, tym bardziej mi się podoba, może właśnie dlatego w tym zestawieniu, nie będzie klasycznej czarnej torebki 🙂 Moja praca wymaga ode mnie często bardzo klasycznych zestawów, dlatego takie torebki jak powyższe na pewno dodadzą im pazura!

Enjoy!

Continue Reading

Siła tkwi w zespole

Firma, którą wielokrotnie przywoływałam w moich wpisach, jako przykład mądrego podejścia do pracowników jest Google. Tak będzie i tym razem. W Google wiedzą, że to zespół ludzi stanowi siłę napędową, a komunikacja między nimi w sposób bezpośredni wpływa na rozwój całej firmy. Każdy członek zespołu jest tak samo ważny, a team leader, który stoi na jego czele,  jest na równi z pozostałymi. Każdy może zgłosić swój pomysł, a wszystkie one są tak samo ważne. Co więcej, jeśli nasz przełożony podał pomysł, który uważamy za pochopny, czy po prostu „głupi” mamy obowiązek (tak obowiązek), go obalić, lub przynajmniej go głosno przedyskutować.  „Liczy się jakość pomysłu, a nie to, kto go zaproponował” [How Google Works]. Trzeba głośno mówić o swoich opiniach, takie spotkania działu są zazwyczaj konstuktywne. Brzmi trochę jak bajka? Wiele aspektów pracy Google brzmi jak bajka 🙂

Jak praca w zespole wygląda u nas? Jak jest z naszą komunikacją? Istnieje w nas przekonanie, że kłótnia/konfrontacja jest destrukcyjna i utrudnia naszą pracę. Może właśnie dlatego, ludzie nie dostrzegają w nich potencjału? Wolimy uciekać, niż się skonfrontować? Dlaczego się boimy? Jest w naszej podświadomości niechęć do uczestnictwa  w konfrontacji. A przecież to element prawie każdej komunikacji …

Grupa kilku pracowników, zespół, team- nazwijmy ich, jak tylko chcemy. Współpracują ze sobą, każdy z nich jest inny, każdy z nich ma inne poglądy i pewnie pomysły. Dochodzi między nimi do wymiany zdań i dzięki temu, dzięki emocjom i zaangażowaniu wymyślają razem coś fajnego, realizują projekt, ciekawy i dodatkowo w terminie. Każdy trafny pomysł jest tak samo doceniany, podobnie jak w Google. Sytuacja idealna tak? Teraz pomyślmy, że w takiej grupie kilka osób jest sfrustrowanych innymi członkami zespołu. „Współpraca” między nimi to jedna wielka przepychanka. Nowe pomysły są odrzucane, tylko dlatego, że ludzie nawzajem się nie lubią. Co więcej, uciekają od bezpośredniej konfrontacji, wolą milczeć i po prostu „strzelić focha”. Może dla wielu z was to sytuacja abstrakcyjna, jednak ja o takich często słyszę. Jak mamy zachować się wobec osób, które zamiast wyjaśnić sobie wszystko, nie odzywają się do siebie i złośliwie odrzucają swoje pomysły? Takie osoby bardzo destrukcyjnie wpływają na cały zespół i wspólny cel.

W obu tych przypadkach narasta napięcie, jest to normalny element komunikacji interpersonalnej. Napięcie ma dwie drogi uwolnienia: albo bezpośrednia konfrontacja, kłótnia, sytuacja bardzo emocjonalna, ale oczyszczająca /lub wzajemna destrukcja i ukrywanie swoich emocji w środku („przecież nic się nie dzieje” albo „on/ona znowu mają focha, lepiej ich omijać”, „to pomysł szefa, więc nie można się mu sprzeciwiać”). Najczęściej wybieramy ten drugi sposób- jest po prostu dla nas łatwiejszy, przecież po 8 godzinach stąd wyjdę, więc po co mam się starać i kłócić z kimś. Trudno…. To może właśnie powód, dlaczego organizacje w Polsce nadal mają problem z pracą zespołową? Możemy rozwiązać zespół, ale to raczej rzadko się zdarza, a na dłuższą metę i tak nie przynosi większych skutków, te osoby idą dalej, ze swoim destrukcyjnym podejściem. Trzeba jasno określić zasady panujące w zespole, wprowadzić podstawowe prawa dla każdego jej członka, takie jak wzajemny szacunek- to jest podstawa współpracy! Dużą rolę ogrywa team leader, który powinien być „moderatorem” pracy grupowej. Nie powinien się bać swoich ludzi i ewentualnych uwag dotyczących jego pomysłów.

Wszystko zależy od nas, ja na pewno nie uciekam od konfrontacji (ale to powód mojego bojowego charakteru- to nie zawsze jest zaleta!). Ważne, aby w zespołach nie było zbędnego napięcia. A konfrontacje nie były na tle ego, tylko faktycznie dotyczyły sedna problemu i służyły podnoszeniu efektywności zespołu.

 

Continue Reading