Gdzie kończy się swoboda stroju?

 

Kiss- PLNY LALA  Lubię- PLNY LALA  Banan- Zara First Love- Łukasz Jemioł  Pussy Power- Sinsay

Dzisiaj drugi wpis dotyczący odpowiedniego ubrania. Dress code jasno określa, co możemy założyć, a co powinno zostać w naszej szafie i spokojnie czekać na weekend. Swoboda ubioru to pojęcie względne. Nawet jeśli w naszej organizacji panuje kultura luzu, czy możemy pozwolić sobie na ekstrawagancję? Czy T-shirt z prowokującym napisem jest na miejscu? To zależy… ale dokładnie od czego?

Nie możemy nikogo obrażać  swoim strojem, szerzyć nienawiści i nietoleracji- to dla mnie najważniejszy wyznacznik. Zastanówmy się kilka razy, zanim założymy coś obraźliwego. Nawet jeśli jesteśmy źli na cały świat, nie lubimy swojej pracy i swojego teamu. Pracuję w dziale HR i uważam, że totalnie nie na miejscu są wszystkie przekleństwa na koszulkach, spodniach, sukienkach itd. Nie wyobrażam sobie, że idę do jednego z managerów i rozmawiam z nim, w koszulce „Don’t be a dick”. Wszystko jest kwestią taktu, po prostu. Taktu i dobrego smaku. Niektóre elementy garderoby powinny zostać w szafie. Także śmieszne wg nas napisy, mogą nie spodobać się naszemu przełożonemu, np. Nie każdy musi mieć podobne do nas poczucie humoru.

Powyższe t-shirty, są ciekawe i oryginalne, bez dwóch zdań. Mogą pokazywać, że mamy mocny charakter i pazur, ale dla mnie są aż za bardzo wyluzowane. Pracownik ma wiele oczekiwań, co do firmy, formy zatrudnienia i rozwoju na danym stanowisku. Ale powinien również skupić się na szacunku do pracodawcy. Tak po prostu, idę do pracy, to wyglądam schludnie. Nie mam potarganych ubrań, zbyt krótkiej spódnicy, gołych pleców, czy koszulki, która będzie skupiała na sobie całą uwagę. W pracy się pracuje, po pracy można poszaleć.

Uwielbiam ciekawe dodatki, srebrne buty, t-shirty, które rzucają się w oczy, ale w pracy zazwyczaj stawiam na prostotę i elegancję.  Mam koszulkę z jednorożcem, ale zakładam ją tylko wtedy, kiedy nie mam spotkań. Lepiej być ciut ostrożnym, niż za bardzo do przodu 🙂 Mamy być sobą, ale funkcjonujemy w społeczeństwie, musimy działać w obrębie norm.

Continue Reading

Dress code – jak ugryźć temat?

Dress code zależy od firmy i stanowiska, na którym pracujemy. Są działy, które zawsze muszą chodzić elegancko ubrane, inni mogą pozwolić sobie na odrobinę swobody, a szczęściarze mogą chodzić jak chcą 🙂 Chociaż umówmy się, kiedy na spotkanie teamu przychodzi programista w kapciach i rozciągniętej bluzie z napisem „I’m a dick”, trochę trąci to kiczem. Warto podczas spotkania rekrutacyjnego lub przed pierwszym dniem pracy, dowiedzieć się, jaki dress code panuje w organizacji. To ułatwi nam zrobienie dobrego wrażenia i nie popełnimy gafy. Strój formalny wymagany jest także na rozmowie kwalifikacyjnej. Niekoniecznie musi to być garnitur, natomiast fajnie widzieć, że komuś zależy na rozmowie i ubrał się po prostu elegancko 🙂

Dress code biznesowy jest jednym z pięciu rodzajów  ogólnego dress code. Wyróżniamy w nim:

  • Business attire – biznesowy klasyczny, najbardziej surowy, bez żadnych odstępstw. Dla Panów  ciemne, gładkie garnitury, z koszulą i krawatem (unikamy ostrych kolorów, wzorów zarówno na koszuli jak i krawacie, ciemne eleganckie buty+ ciemne skarpetki). Dla Pań kostium ze spodniami, spódnicą czy też żakiet z sukienką (jedynym jasnym elementem może być koszula, najlepiej gładka lub w drobny deseń, tutaj ważne są buty- muszą być na obcasie+rajstopy cieliste). Ten rodzaj dress code najczęściej możemy zobaczyć w bankach, czy korporacjach finansowych. Dominującym kolorem jest czerń lub granat.

 

  • Business smart – biznesowy z elementami swobodniejszymi- to ten styl, jaki lubię najbardziej.  Elegancki, ale z nutą swobody. Do eleganckiej marynarki i spódnicy, Panie mogą założyć odważniejszy top, lub sweterek. To styl, w który głównie dotyczy działów HR. Na spotkaniach z kandydatami trzeba wyglądać elegancko, ale nadal komfortowo dla siebie. Możemy wybrać również jeansy i elegancką koszulę, a do tego buty na płaskim obcasie, np. balerinki. Dla mężczyzn ten styl oznacza, że mogą założyć np. bardziej sportowy model marynarki, pod nią koszulkę polo, lub jednolity golf.

 

  • Business casual – biznesowy swobodny- to strój do biura, który zależy już od nas.  Dla mnie najważniejsze, aby był on przede wszystkim schludny. powiedzmy stanowcze  „nie” wypłowiałym i porozciąganym koszulkom. Darujmy sobie pidżamowatą bluzę, czy dres. Szata nie zdobi człowieka, to fakt, ale nikt nie lubi niechlujnych ludzi 🙂

Na szczęście nie mamy teraz problemów ze znalezieniem eleganckich i stosownych ubrań. W każdej sieciówce możemy kupić coś ciekawego. W następnym wpisie kilka przykładów na strój business smart do pracy- jak to robią HRowcy!

 

Continue Reading

Mało kto z nas lubi ciszę. Na co dzień staramy się ją zagłuszać. Słuchamy radia, włączamy telewizor itd. A to właśnie cisza jest bardzo cenna i stanowi klucz do wewnętrznego spokoju.  Nauczyłam się tego, kiedy po raz pierwszy poszłam na zajęcia z jogi. Jestem osobą wierzącą, więc joga to dla mnie jedynie ćwiczenia fizyczne + moment, kiedy mogę się wyciszyć i oczyścić umysł. Nie powtarzam słów za prowadzącym zajęcia, nie zgłębiam całej ideologii. Teraz rzadko, niestety, znajduję czas na regularne uczęszczanie na zajęcia, ale nadal doceniam ciszę i chwilę medytacji (wiem, że słowo medytacja bardzo poważnie brzmi, ale u mnie odnosi się do spokojnego rozmyślania w  ciszy lub/i oczyszczania mojego umysłu ze szkodliwych emocji).

Kiedy siadasz w ciszy, sam ze sobą, nagle uświadamiasz sobie, że w Twojej głowie jest 27373 myśli na sekundę, minutę i panuje tam chaos. Kiedy na zajęciach prowadząca powiedziała: „zamknij oczy, odpręż się, nie myśl o swoich problemach”- jak myślisz o czym wszyscy pomyśleli? Jasne, że o swoich problemach. Fala myśli, która mnie zalała była tak szalona, że chciałam wstać i wyjść. Myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, na szczęście to normalne. Była to konswekwencja mojego dotychczasowego stylu życia. W naszych głowach po prostu dużo się dzieje. Faktycznie rzadko kiedy miałam okazję w ciszy  spokojnie przemyśleć swoje sprawy.  Nie mówiąc już o potrzebie całkowitego „wyciszenia umysłu”.

Ostatnio słuchałam ciekawego audiobooka. Była to dla mnie nowość, bo uwielbiam czytać książki. Jestem wzrokowcem, więc łatwiej mi przychodzi wyobrażenie sobie czegoś, kiedy to widzę, lub kiedy czytam. Słuchanie książki na początku było dla mnie trochę trudne, na szczęście szybko trafiłam na pozycję, która całkowicie mnie pochłonęła. Nie miałam dotąd okazji czytać, czy słuchać książek Beaty Pawlikowskiej, to była jednak dobra decyzja. Wypiłam dostęp i mogłam rozpocząć słuchanie książki- „Blondynka nad Gangesem”. Dlaczego nawiązuję do tej lektury? Bo właśnie w niej wielką rolę odgrywa cisza.

Po pierwsze Beata Pawlikowska jest chyba najbardziej pozytywną i spokojną osobą, jaka chodzi po tej ziemi. Po drugie w bardzo przejrzysty sposób wspomina swoje przygody, ale również opisuje emocje, z taką prawdą w głosie, że zapragnęłam czuć, ten błogi stan, który ona odczuwała. Po trzecie i najważniejsze sama Beata docenia potęgę ciszy i medytacji. W książce opisuje swoje niestety negatywne doświadczenia związane z kursem medytacji, kiedy prawie została uwięziona. Zachęcam was do tej lektury- konkretna, pozytywna i w sposób interesujący podchodząca do istoty Boga. Sprawdźcie sami 🙂

Ten wpis miał być i mam nadzieję, że był tylko wstępem do tematu, jakim jest praca nad sobą samym. Doceniajmy ciszę i znajdźmy czas na wsłuchanie się w nasz wewnętrzny głos.

Enjoy!

Continue Reading

Fit pizza z kalafiora!

Uwielbiam jeść. Na moje nieszczęście kocham wszystkie tłuste potrawy- pierogi, burgery, makarony, pizze itd… Kiedy znalazłam przepis na fit pizzę z kalafiora, byłam nastawiona baaaardzo sceptycznie. Jakim cudem, z kalafiora można zrobić ciasto, jednocześnie zachowując smak pizzy? Jak się okazało można i to całkiem dobrze. Raz spróbowałam i teraz tylko taką wersję robię w domu.

Składniki:

450-500 g kalafiora, to może być paczka mrożonego (mamy dużo mniej pracy), lub po prostu główka świeżego.

1 jajko

trochę oleju do ciasta

ser żółty (najlepiej starty, dodajemy niewielką ilość do ciasta, ilość zależy od was)

pieprz, sól, majeranek, oregano

opcjonalnie mąka

i składniki, które chcemy dać na wierzch pizzy- według uznania 🙂

Najpierw blendujemy surowy/zamrożony kalafior- szybciej nam się ugotuje. Krótko go gotujemy, a później dokładnie odciskamy nadmiar wody. Tej wody jest bardzo dużo (jeśli później ciasto okaże się za rzadkie, to dodajemy niewielką ilość mąki). Dodajemy pozostałe składniki: jajko, przyprawy, odrobinę oleju i ser żółty. Rozkładamy na blaszce papier do pieczenia i wykładamy ciasto- moje zawsze jest klejące, ale nie ma czego się bać, ser żółty sklei wszystko 🙂 Ustalamy jaki kształt ma mieć nasza pizza, nadajemy jej kształt i dajemy do rozgrzanego piekarnika (180 st) na około 20 minut. Ciasto za ten czas się zarumieni i będzie prawie gotowe (musicie obserwować kolor ciasta i boki, żeby się nie przypaliły).

Po tym czasie wyciągamy ciasto i na wierzch dodajemy dodatki. Ponownie wrzucamy pizzę do piekarnika na 10 minut. Iiiiiii jemy! 🙂

Proste prawda? Dajcie znać, jak wam poszło!

Continue Reading

„Szczęście dla pesymistów”- recenzja książki

Szczęście to pojęcie według mnie bardzo indywidualne. To błogostan, zdrowie, rodzina, spokój ducha, pieniądze, równowaga itd… Wszyscy chcemy być szczęśliwi? Czasami, kiedy patrzę na ludzi wcale tak nie myślę. Szukamy na siłę problemów, zmartwień, unosimy się nerwami, pokazujemy swój brak cierpliwości, według mnie tylko oddala nas od szczęścia. Dzisiaj natomiast nie o mnie i moim spojrzeniu na świat, a o książce Olivera Burkemana – „Szczęście. Poradnik dla pesymistów”. Kupiłam tę książkę, bo oczekiwałam, że znajdę w środku listę porad, dla niezadowolonych ludzi, szukających problemów. Tych, dla których szklanka jest zawsze do połowy pusta.  No i się pomyliłam 🙂 Zmylił mnie tytuł. Według mnie dotyka sedna problemu, ale to poradnik „pesymistów”, a nie dla pesymistów.

Książka rozpoczyna się w iście amerykańskim stylu, od wielkiego spotkania motywacyjnego. Wielkie, rozdmuchane seminarium, z wielkimi mówcami motywacyjnymi (o zgrozo) i pozytywnymi przesłaniami. Pomyśl, o czymś, czego naprawdę chcesz i to osiągniesz, o tak- na pewno! Jak dla mnie ten wstęp jest za długi i monotonny. Długo musiałam walczyć, żeby go przebrąć. Cała książka jest dla mnie zbyt „trudna”? To nie jest pozycja, którą pochłonęłam w ciągu dwóch wieczorów. To nie jest propozycja, którą czyta się dla odprężenia po pracy. Potrzeba koncentracji, żeby wyciągnąć z niej to, co najlepsze. A jest kilka interesujących rzeczy, nad którymi warto się zatrzymać.

Ta książka nie jest typowym poradnikiem. Składa się z ośmiu podstawowych rozdziałów, w każdym z nich opisuje błędy popełniane przez ludzi, dążących do szczęścia. Wydarzenia, historie i  odwołania do Stoików, to jest najważniejsza dla mnie część tej książki. Filozofia Stoików jest  dla mnie spójna, prawdziwa i może wydawać się trochę pesymistyczna. Idealnym stanem umysłu był dla nich spokój, a nie entuzjazm względem pozytywnych aspektów życia. Tylko bliski kontakt z  negatywnymi doświadczeniami daje nam możliwość spokojnego życia. Po dłuższej lekturze, stwierdzam, że jest w tym większy sens i faktycznie szukamy często złudnych chwilowych ekscytacji i to jest nasz problem. Kolejna cenna  stoicka  uwaga: ” Przyczyną cierpienia są tak naprawdę przekonania, jakie mamy na temat doświadczeń”. Zgadzacie się? Kiedy ktoś opowiada nam o śmierci, od razu narastają w nas te negatywne odczucia. Jest to związane ściśle z naszym przekonaniem, że śmierć jest negatywna. Od dziecka słyszymy, że śmierć jest zła i przygnębiająca, ludzie na pogrzebach płaczą, boją się jej i na skutek tego później my też mamy takie zdanie. Takie właśnie przykłady dla mnie są wielkim atutem książki. Proste, przystępne, zrozumiałe- jestem na tak!

Kolejne rozdziały  trafnie według mnie oceniają proces planowania i stawiania sobie celów. Na początek historia pewnej tragicznej nocy w Himalajach. Grupa zdobywców szczytu wbrew rozsądkowi postanowiła wejść na szczyt. Niestety wszyscy zginęli tragicznie. Dlaczego? Byli tak blisko osiągniecia swojego celu, że zaślepiło ich to całkowicie.  I brnęli… W życiu trzeba mieć cel, ale nie można być nim zaślepionym. Trzeba na bieżąco patrzeć na wydarzenia i w razie potrzeby, po prostu trochę modyfikować swoje założenia. Jesteśmy istotami myślącymi, skorzystajmy z tego  🙂

Kolejny ważny aspekt to pułapka bezpieczeństwa. Kiedy czujemy się bezpieczni, jesteśmy mniej czujni, to udowodnione…. A to poczucie bezpieczeństwa  jest często bardzo złudne.  W tym miejscu w książce pojawia się znowu kilka trafnych przykładów. Niestety w niektórych rozdziałach jest ich za dużo, co sprawiało, że miałam ochotę przerzucić kilka kartek. Jeśli książka podzielona jest na części, niech będą one przemyślane i nieprzedłużane na siłę.

„Szczęście. Poradnik dla pesymistów” to według mnie pozycja dobra dla wszystkich. Nie oczekujmy jednak lekkiej lektury w duchy amerykańskich poradników o byciu szczęśliwym. Pozytywne myślenie, cele i wizualizacja to nie droga do prawdziwego szczęścia – z tym akurat się zgadzam.  Prawdziwym szczęściem, ukazanym w tej książce jest spokojna „głowa”, świadomość własnych potrzeb i jedność ciała i ducha. Przykłady  w niej zawarte świetnie obrazują problemy dotyczące głównego tematu, dzięki czemu całość jest dla czytelnika bardziej przyjazna.

Miała być recenzja, wyszła recenzja z interpretowaniem.. Musicie mi wybaczyć 🙂

Enjoy!

Continue Reading